O autorze
Matka-Polka nie do końca feministka. Pod stałą opieką ma dwa rozbrykane Stfory płci męskiej (siedmio- i dziewięciolatka), rozrabiające potwornie, kocice sztuk dwie (neurotyczną staruszkę i zwariowaną szyklretkę z ADHD) oraz od niedawna budzącego (nie)zdrowe emocje patyczaka.
Zakręcona na punkcie fitnesu kobieta pracująca, nałogowo pochłaniająca hurtowe wręcz ilości książek. Autorka bloga: brzuchalska.blogspot.com

Pisze od zawsze, od lat prowadzi bloga, na użytek dzieci własnych opowiadania tematyczne (kiedy autorzy książek nie nadążają z publikacją). O życiu pisze ironicznie, o dzieciach nostalgicznie, z dużą dawką humoru.

Dla dobra dziecka?

Fot. Flickr / [url=http://bit.ly/1cmljGL]Petras Gagilas[/url] / [url=https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/]CC BY-SA[/url]
Fot. Flickr / Petras Gagilas / CC BY-SA
Bajka stara jak świat: on w sile wieku, żonaty, dzieciaty, kumaty i zdawało by się ogarnięty życiowo, ona też już nie podlotek – często gęsto z rodziną na karku, małymi dziećmi, bywa że z poczuciem niespełnienia Spotykają się na tak zwanym życiowym zakręcie, choć mogą o tym jeszcze nie wiedzieć. Początkowo żadne z nich nie szuka romansu, tylko jakoś tak… dobrze im się ze sobą rozmawia. Lubią przebywać w swoim towarzystwie. Z czasem tylko w swoim.

Przyjaciel mojej żony to mój wróg, napisał Ojciec, Którego Imienia Wypowiadać Nie Wolno. I choć tekst był dla mnie w odbiorze ironiczny i prześmiewczy, niepozbawiony był też sporej dozy prawdy.

W domu wiadomo: wieczny chaos, niezadowolenie, niezrozumienie, ciągle jest coś do zrobienia. A jak już się człowiek ogarnie, to niekoniecznie ma się ochotę z partnerem rozmawiać. Najczęściej jedyne na co ma ochotę, to mieć święty spokój. Zresztą jesteśmy razem już tyle lat – o czym tu jeszcze gadać? Marzenia wsadziliśmy w kieszeń, plany odłożyliśmy ad acta. Codzienność dobija. Siadamy sobie zatem do komputera, a tam…

Klik-klik
… a tam okazuje się, że jest ktoś, z kim porozmawiać można nie tylko o śmierdzących pieluchach czy garach w zlewie. Kogo interesuje coś więcej niż, co będzie na obiad. Ktoś, kto pyta jak się czujemy (sto lat już nikt o to nie pytał, a jeśli w ogóle to raczej, by sprawdzić czy damy radę 3 torby zakupów samodzielnie na trzecie piętro wnieść, bo tu akurat taki mecz interesujący w telewizji). Ktoś, kto dzieli się z nami wrażeniami o przeczytanej książce (o matko, on czyta!), przesłuchanej płycie (lubi tę samą muzykę co ja!), czy ciekawym artykule, który gdzieś tam w sieci był siedział.

I tak rozmawiamy. Najpierw dziesięć minut, potem piętnaście, pół godziny, cały wieczór, każdego wieczora… smsujemy, mailujemy, telefonujemy i wpadamy w sidła zdrady. Nawet jeśli nie fizycznej (jeszcze), to mentalnej na pewno. Ale jakiej zdrady, przecież to tylko rozmowa?! Mhm… Kiedy już zorientujemy się, co jest na rzeczy (bo przecież nic się nie dzieje, to takie niewinne, to tylko przyjaciel), jest już za późno. Pragniemy też bliskości innej niż bliskość myśli i poglądów.
Partner zazwyczaj dowiaduje się ostatni


Dobrze jest, jeśli uda nam się zorientować na czas i chcemy coś zmienić. Nie chcemy wyrzucić partnera obecnego z życia pozbawiając go środków i odchodząc zabierając ostatni komplet sztućców, ale mamy siłę, by zawalczyć o obecny związek, o te lata bycia razem, wspólne chwile, marzenia, plany. Gorzej, jeśli nie chcemy. Kiedy przestaje zależeć, a raczej zależy na czymś zupełnie innym.

A jeszcze gorzej, kiedy dowiaduje się partner – zdradzony partner to nie tylko śmiertelny wróg, to kula u nogi. Bo co z takim zrobić? Najpierw krzyczy, wrzeszczy, urządza awantury. Potem błaga, płacze, szuka popleczników. Na koniec pluje nam w twarz. I odchodzi. Lub nie – kiedy nie, to gorzej. Trudno jest codziennie obcować z wyrzutami sumienia, z osobą oszukaną, zdradzoną. Zwłaszcza, jeśli wolimy przebywać z kimś zupełnie innym. Tyle tylko, że…

Przecież mamy razem dziecko!
A no właśnie, dziecko. I tu się pojawia problem – bo o ile jeszcze o sobie decydować możemy całkiem swobodnie i w zasadzie spontanicznie, najwyżej nas wyzwą od dziwek i ch…, to jednak nad dobrem dziecka warto byłoby pochylić się trochę bardziej. Odejść i narazić je na rozstanie z drugim rodzicem? Zastosować jako narzędzie w walce z niewygodnym partnerem? A może olać temat – młode jest, dostosuje się? A co jeśli nie?

I zaczynają się schody. Trzeba ustalić, jak często będzie się z rodzicami widywać, z kim będzie mieszkać, kogo odwiedzać i gdzie? Ile kto będzie łożył na jego utrzymanie, może trzeba mu będzie zafundować psychologa, a może tylko drogi kurs językowy wystarczy? Albo wymarzona zabawka? Jak ją dostanie to na pewno mnie będzie kochać bardziej!

Dziecko nie jest przedmiotem! To nie zabawka, którą możemy odłożyć na półkę, bo chwilowo nie mamy ochotę na zabawę. To mały człowiek, którego uczucia trzeba uszanować tak samo jak uczucia dorosłego. A często i bardziej. Niejednokrotnie zadajemy sobie pytanie, czy może jednak zostać z obecnym partnerem dla dobra dziecka? By wychowywało się w pełnej rodzinie? Co z tego, że nie do końca szczęśliwej…

Tak naprawdę podejmując decyzję o tym, z kim, kiedy i gdzie, nie należy tego robić dla nikogo. Oczywiście, trzeba wziąć pod uwagę wszystkie okoliczności, wszystkie za i przeciw. Ale decyzję warto jest podjąć egoistycznie – taką, do której sami jesteśmy przekonani w stu procentach. Nieważne, co myślą inni. Ważne byśmy my byli pewni, że jest właściwa. Tak się nie da? Będzie ciężko, nie ma co ukrywać. Ale jeśli podejmiemy ją dla kogoś: nieważne czy obecnego partnera, czy kochanka, czy też dziecka, a nie będziemy sami do niej w stu procentach przekonani, może się okazać, że za pięć, dziesięć, czy piętnaście lat nasze życie będzie pełne pretensji do tej właśnie osoby, dla której zostaliśmy/odeszliśmy.
A jeśli zdecydujemy się zostać…

Czy da się odbudować nadszarpnięte zaufanie? Czy da się być ze sobą po zdradzie?
Bardzo często nie. Duża część zdradzonych partnerów nawet nie chce słyszeć o takiej opcji. Albo żąda natychmiastowego zerwania kontaktów, co nie zawsze jest możliwe już teraz, zaraz, natychmiast. Często wahamy się, chcemy zawrócić z raz obranej drogi, mamy tysiące wątpliwości.

Bywa jednak, że podejmujemy walkę – tylko ona nigdy nie jest prosta. Trzeba dużej dozy wyrozumiałości, wsparcia i wiary w to, że się uda. Trzeba ogromnej woli obu partnerów – woli walki, umiejętności nie robienia awantury na każdym kroku. I umiejętności wybaczania.

Nie da się zapomnieć z dnia na dzień. Ciężko jest zmienić przyzwyczajenia: nie zaglądać co chwilę do telefonu, nie wysyłać smsów, nie spędzać długich godzin na rozmowach. Ale trzeba! Ponieważ odbudować zaufanie partnera jest bardzo trudno – zwłaszcza, kiedy wszystko przypomina nam o tym, co było. A nawet jeśli się uda, jest ono bardzo kruche. Czasem sprawdza się metoda małych kroczków, nieskakania na głęboką wodę. Nie jest łatwo – codzienność przypomina nam wciąż i na nowo o przeszłości. Ledwo zasklepione rany, zaczynają krwawić na nowo. Są tysiące miejsc, w których wracają wspomnienia. Z siłą wodospadu.

Jeśli jednak jesteśmy przekonani, że tego chcemy, że chce tego nasz partner, że wspólnie damy radę – warto! Warto przypomnieć sobie, dlaczego to właśnie z nim chcieliśmy spędzić całe życie. Można (od)zyskać coś, co straciliśmy kiedyś na własne życzenie. A czasem wygrać znacznie, znacznie więcej!
Trwa ładowanie komentarzy...